W LESIE DZIŚ NIE ZAŚNIE…

W LESIE DZIŚ NIE ZAŚNIE NIKT
#film #dziesiatamuza #kino

W horrorach jeśli ludzie się rozdzielają to giną

Wyobraź sobie na chwilę, że jesteś studentem i strasznie zachlałeś pałę. To nie musi być trudne do wyobrażenia, ale za chwilę robią się schody. Wyobraź sobie, że zachlałeś cały semestr i budzisz się na gigantycznym kacu w dzień oddania zaliczenia. Przypominasz sobie, że masz do zrobienia projekt scenariusza, jedyny wymóg to żeby to był horror. Trzeba napisać zalążek fabuły i opisać jakimi środkami wyrazu chcesz podkreślić że to jest horror. Najgorsze, że nawet specjalnie nie oglądasz horrorów — jakieś tam szczątkowe, istotne dla popkultury znasz, ale szczytem ambicji kina, które pochłaniasz to są, nie wiem, bracia Coen.

Co robisz? Na szybko na kolanie wymyślasz najbardziej oklepaną fabułę będącą kolażem trzech horrorów, których nawet nie widziałeś, ale ktoś ci o nich opowiadał, dodatkowo obudowujesz to wyświechtanymi zabiegami reżyserskimi, żeby „strasznie” było i tak „niepokojąco”.

Oddajesz tę pracę, prowadzący nie może cię ujebać, no bo w zasadzie jest to horror, jedyny wymóg jest spełniony, tylko patrzy na ciebie z niesmakiem, a ty co? W sumie stać cię na więcej, ale hej, przedmiot zdany, idziemy chlać dalej.

No, to w sumie tak można opisać „W lesie dziś nie zaśnie nikt”. To chyba jedyne uzasadnienie.

Trochę się zmartwiłem tą epidemią i zamykaniem kin, ale potem ucieszyłem, że nie dokończę swojego fantastycznego maratonu z polskim kinem. Począwszy od 365 dni, Zenka, przez Bad Boya i Swingersów, a kończąc na Sali Samobójców. Hejter – to nawet dobre zakończenie było, tak na pozytywnej nocie. Jednak nie, #netflix musiał zrobić tę niespodziankę i wypuścił z zaskoczenia ten film. To niespodzianka stojąca raczej obok „ruchałem twoją siostrę” niż „wygrałem na loterii”

Kurwa, nawet głupio jest opisywać jakąkolwiek fabułę tutaj. Najbardziej przeruchany schemat – grupa nastolatków w lesie, bez dostępu do technologii i własnego rozumu i coś ich zaczyna wybijać po kolei. Ale przecież na przemielonej do porzyga papce można zbudować coś dobrego i świeżego — by nie wspomnieć o Krzyku czy Cabin in the Woods. Tu tak nie jest. Widz może się łudzić, że to nagromadzenie tropów będzie służyć czemuś konkretnemu, ale najkonkretniejszy powód to chyba pocieranie sobie fujary ”o patrzcie ile nawiązań rzuconych w przestrzeń”

Mamy w ekipie standardową gromadę rodem ze Scooby Doo — przystojniaka-ruchacza (który jak się okazuje, jest prawiczkiem, HIHIHI BOŻE JAK ŚMIESZNIE), bully-jocka (który jak się okazuje jest gejem, CHLIP CHLIP BOŻE JAK MU TRUDNO W ŻYCIU), tępą blondyneczkę (która jak się okazuje jest dokładnie tępą blondyneczką), zamiast psa jest otyły nerd (który jak się okazuje jest bezużyteczny) i szarą myszkę, która oczywiście jako jedyna uchodzi z życiem.

W szarą myszkę wciela się Julia Wieniawa. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale fakt, że prędzej wymienię jej dwóch ostatnich facetów, niż dwa ostatnie filmy w których grała, sprawia, że się domyślam. Wieniawa jest w tym filmie słaba i drętwa, co w sumie mogłoby pasować do typu roli którą gra, ale jeżeli choć raz widzieliście ją poza tym filmem (np. na ściance, albo na Pudelku) to ani przez moment nie uwierzycie w jej szaromyszkowość. A jak musi się wydrzeć albo grać przerażoną — uch, no nie jest dobrze.

Oczywiście kurwa, że jej postać musiała być targana jakąś tajemnicą, to mamy wprowadzone już na początku, ale myślisz sobie: nah, to nie może być coś tak oczywistego, jak to, że jej starzy zginęli w wypadku

Otóż jest. To jedyny aspekt charakterologiczny, który został jej nadany. To i tak o 100% więcej niż pozostałym postaciom.

A! Chwila! Czy ja wspominałem, że ten film był reklamowany jako PIERWSZY POLSKI HORROR, jakby to miało kogokolwiek przekonać do wybranie się do kin? Primo, to raczej pierwszy polski slashem będący tak bezczelną zrzynką z amerykańskich produkcji, ale rozumiem że to się nie mieści na plakacie. Bo horrorów mieliśmy w polskim kinie nawet kilka, zarówno w latach 80, jak i w ostatnim czasie. Ale ja nie o tym. To jest polski horror, więc musimy zbudować atmosferę, pokazać, ze to jest Polska, a nie jebany Saskatchewan. Zatem mamy księdza.

W rolę księdza wciela się Piotr Cyrwus, który od paru lat usilnie próbuje odciąć się od roli Ryśka z Klanu, ale niestety, cierpi on na podobny problem co Wieniawa — jak go raz zobaczysz w roli Ryśka, to już nieodzobaczysz. Ksiądz Rysiek jest złym skurwielem. Wiemy to od początku? Skąd wiemy. Bo przyjeżdża w jednej z pierwszych scen w drogim czarnym mercedesie. I ma złoty zegarek. Więc jest skurwielem.

Ale tak na wypadek jakbyśmy nie wiedzieli, że jest skurwielem, to jeszcze jest pedofilem. Gdy jeden z bohaterów podczas ucieczki zacznie szukać schronienia w kościele, to ksiądz Rysiek zdzieli go w głowę, zwiąże, zaknebluje sprzętem do sado-maso i zacznie się do niego zalecać. Mówiąc:

ja znam takich jak ty, wy tak lgnięcie, nęcicie, drugiego człowieka wciągacie.

Serio. TAK KURWA, SERIO, TEN CYTAT POLECIAŁ W TYM FILMIE. Mało wam Polski? Nieporadny policjant narzekający kurwie na swoje problemy i na korupcję w małomiasteczkowej gminie dostaje zgłoszenie, że jakiś tam Jurek z Zenkiem się najebali w lesie, przebrali w mundury Wehrmachtu i świętują urodziny Hitlera.

HYHY, BO WIECIE

Taka jest ta Polska właśnie. Takiego kurwa ścierwa spodziewałbym się po kolejnym gniocie Małgorzaty Szumowskiej, ale tutaj? Ksiądz pedofil, nacjonaliści z tortem w lesie, to jest to dziedzictwo, nasza godność kurwa.

Jak w każdym horrorze, musi być też zło. Ja się na horrorach nie znam, ale z tego co wiem to miarą klasycznych najlepszych horrorów jest ikoniczność antagonistów. Całe szczęście, że tutaj widok na „morderczego potworasa” dostajemy po pół godzinie, a jego całe backstory w połowie filmu. Motyw jest taki — wiele, wiele lat temu hurr durr była sobie matka która miała dwójkę dzieci. Te dzieciaki znalazły kiedyś w lesie meteoryt, wsadziły go pod łóżko, w nocy wylazło z tego czarne gówno i je ogarnęło więc wpierdoliły psa. A potem po trzydziestu latach zaczęły mordować dzieciaki w lesie.

Normalnie kurwa Koszmar z Ulicy Ćwiartki 3/4.

Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten nerd, ten Julek, pełni taką rolę łamacza czwartej ściany. Bo wiecie, on w te gierki grywa, filmy ogląda hyhy, taki przegryw normalnie i on jako jedyny pełni rolę świadomego bohatera, bo w pewnym momencie mówi: „a bo w horrorach to zawsze…” a potem wymienia grzechy ludzi z horroru, w tym ten z początku. I spoko, hehe, takie mrugnięcie do kamery.

Tylko nic z niego kurwa nie wynika. Żadnej zabawy formą, nic. Grubcio sam potem łamie wszystkie zasady i okazuje się być jak można było przewidzieć, bezużytecznym balastem.

Ten film się jakoś tam kończy, ale prawdę mówiąc już nie pamiętam jak. To chyba była zrzynka z Get Out!, tak jak scena wrzucenia księdza do rozdrabniarki była zrzynką z Fargo. Takich zrzynek odnotowałem w głowie kilkanaście.

różnica między zrzynką a hołdem, leży w głowie twórcy i zależy od jego intencji. Zrzynka jest wtedy jak się robi to bezrefleksyjnie, bo jest się leniuszkiem

Nie to, żebym się jarał przesadnie mocno horrorami, kompletnie nie mój gatunek, ale darzę go niezmiernym szacunkiem. Wierzę, że zrobienie porządnego i odkrywczego horroru wymaga naprawdę solidnego warsztatu; to obok inteligentnej komedii jeden z najtrudniejszych gatunków. Dlatego mogę kłaniać się w pas Ariemu Asterowi czy Jordanowi Peele’owi, którzy w ostatnich latach mocno pchnęli horror do przodu, wyrywając go z okowów schematów i jumpscare’ów.

A tutaj? Najbardziej niewiarygodne jest to, że ktoś dał na to pieniądze, ktoś inny bez wyrzutów sumienia wziął za to pieniądze i być może ktoś na tym zarobi pieniądze. Na projekt na miarę skacowanego studenta bez pomysłu. A mówią, że w Polsce trudno się zbiera hajs na wyprodukowanie filmu, W lesie dziś nie zaśnie nikt ewidentnie temu zaprzecza.

To co mnie pociesza, to jakaś taka karma od losu. Bo podejrzewam, że dla twórców, którzy ciężko pracowali na jakieś dzieło, musi być ogromną frajdą zobaczyć owoc swojej pracy na dużym ekranie, usłyszeć owacje podczas dużej premiery.

Marna pociecha z koronawirusa.

———————————
#cosobejrzanego #filmy

Nie polecam tracić godziny i czterdziestu minut cennego czasu siedzenia w domu na ten film. O wiele lepiej podobny czas spędzić słuchając mojego podcastu o Na dobre i na złe. Albo innych pozostałych, sporo tego mam – o tuuu (stąd możesz wejść na player podcastowy którego używasz). Albo lajkując mojego Facebooka i Instagrama. Jutro będzie o tym Lesie. Jak będzie mi się chciało nagrywać pod kołdrą. Bo w kwarantannie mam tak dużo rzeczy do roboty, że mogę wybierać.