Szyc to niby #przegryw bo…

Szyc to niby #przegryw bo Polaczki się śmieją, ale tak naprawdę to #wygryw, bo spełnił swoje marzenia i robi to co kocha.
Ma swój własny interetowy teatr, zapraszają go na gale rozdania Oskarów a pospólstwo może się śmiać. Pewnie on o to nie daje jebania xD

#szyc #kino #film #oskary #teatr #netflix #seriale

Dawno nie było…

Dawno nie było #kalendarium:

25 lutego 2000 roku, miała miejsce premiera komedii sensacyjnej „Chłopaki nie płaczą” w reżyserii Olafa Lubaszenki. Ile razy oglądaliście? ( ͡° ͜ʖ ͡°) #historia #wspomnienia #film #kino

Po rozdaniu Oscarów Rami…

Po rozdaniu Oscarów Rami Malek, nagrodzony za najlepszą rolę męską, miał okazję spotkać się z pierwowzorem postaci, którą mógł zagrać w filmie „Bohemian Rhapsody”, mianowicie Freddie’m Mercury’m. Doszło nawet do wymiany zdań, w której Freddie osobiście gratuluje aktorowi wspaniałej roli, po czym na zakończenie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie, 25.02.2019
#queen #historiajednejfotografii #oscary #film #ciekawostki

Co roku to samo. Środowisko…

Co roku to samo. Środowisko filmowe przy okazji rozdania Oscarów jak zwykle próbuje realizować się w roli kompasa moralnego i ideologicznego. Środowisko pełne zepsucia, skandali obyczajowych, pełne alkoholików i narkomanów chce być kierunkowskazem dla ludzi.

Mądrze powiedział kiedyś Sokół zapytany o to, czy muzyk powinien być autorytetem: „Nie, nie powinien być autorytetem. Ja sam nigdy nie będę próbował w swojej twórczości przekonywać kogokolwiek do czegokolwiek”. A jednak muzyk to z definicji (albo bardziej z nadania kulturowego) ktoś, kto pisze teksty oparte na swoim życiu, doznaniach i przemyśleniach. Dużo bliżej mu więc do bycia dla ludzi kierunkowsazem i piewcą, niż aktorowi.

A za rok będzie zapewne podobnie. Górnolotne przemowy i mniej lub bardziej subtelne polityczne i ideologiczne apele. Przy czym poniższy cytat oddaje te zapędy najlepiej.

„Aktor jest od grania, a dupa jest od srania” – Kazimierz Dejmek, polski reżyser teatralny.

#film #oscary

Jeśli czegoś najdobitniej…

Jeśli czegoś najdobitniej dowiodły tegoroczne #oscary to tego, że antytrumpizm jest religią zawstydzającą nawet sektę smoleńską.

Nie da się, zwyczajnie fizycznie nie da się odebrać, ba – nie da się nawet zapowiedzieć wręczenia statuetki bez politycznych, mniej lub bardziej zawoalowanych, jawnie antyrządowych wstawek. Czy to będą insynuacje o tym że „dzisiaj prawda jest w identyczny sposób zagrożona” (Streisand) czy propaganda wprost: „Freddie Mercury, gej i imigrant” (Malek). Dzięki Rami, to jest świeże – nikt nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi na to że Freddie był gejem i imigrantem.

…wróć

Jednak się da – dała temu wyraz szczera, autentyczna, bezpretensjonalna, emocjonalna Olivia Coleman, odbierając statuetkę dla najlepszej aktorki za „Faworytę”, w wystąpieniu które naprawdę chwytało za serce, w przeciwieństwie do tanich politycznych agitek.

#film #oscary #filmy

Gala całkiem spoko, mocno…

Gala całkiem spoko, mocno okrojona względem ostatnich lat, tempo początkowo trochę mnie przytłaczało, choć w trzech godzinach i tak się nie zmieścili. Brak prowadzącego wyszedł bardzo mocno na plus, pamiętam jak drętwo wypadali Kimmel rok temu i Neil Patrick Harris parę lat wstecz. Całkowicie żenujących żartów nie uniknęliśmy, ale bywało gorzej.

Mocne nastawienie na multikulturalizm i feminizm w nagrodach, ot taka aktualnie fala w kulturze, osobiście nie uważam tego za nic negatywnego. Ciągłe powtarzanie tych samych przekazów mogło być jednak dla niektórych męczące. Pamiętajmy jednak, że Oscary to zawsze jednak było coś więcej, niż jedynie docenienie dobrych filmów, większość artystów chce także zamanifestować swoje idee w momencie, gdy słuchają ich miliony ludzi na całym świecie.

Nie uważam jednak, by którakolwiek nagroda została przyznana na siłę. Największa ilość statuetek dla „Bohemian Rhapsody”, z czego jednak 3 z 4 to nagrody techniczne (o dźwięku nie chcę się wypowiadać, bo się nie znam, za montaż wolałbym Vice, ale nie muszę zgadzać się ze wszystkim). Malek świetnie odwzorował Mercury’ego, inne kreacje nominowane również były wspaniałe, ale o tę nagrodę myślę, że nie ma co się obrażać.

Kolejny kontrowersyjny film, „Czarna Pantera”, trzy Oscary – muzyka, scenografia i kostiumy. Osobiście uważam, że nominacja dla najlepszego filmu to przesada, choć tu ważne jest jakie przełomowy w kulturze amerykańskiej ma ten film, Ichabod ciekawie się na ten temat wypowiadał, polecam sprawdzić. Nagrody jednak nie dostał, a w warstwie audiowizualnej „Black Panther” prezentował się świetnie, bardzo oryginalne, kreatywne podejście do tematu i statuetki, które dostał, według mnie są zasłużone.

„Roma”, największy rywal naszej „Zimnej Wojny”, Cuaron zgarnął wszystkie Oscary, gdzie byliśmy nominowani. Film wiele osób może nudzić, ale nakręcony jest przepięknie. Kino bardzo autorskie, osobiste, subtelne, dlatego nagroda za reżyserię też nie dziwi. A jeśli film jest nominowany i za film nieanglojęzyczny, i za najlepszy obraz, a także w ośmiu innych kategoriach, to raczej jest pewniakiem w tej pierwszej. No i dołóżmy niechęć środowiska filmowego do polityki Trumpa, a zwłaszcza budowy muru z Meksykiem, a stamtąd właśnie wywodzi się Cuaron.

Czarnoskórzy aktorzy ze statuetkami za role drugoplanowe oraz Spike Lee z nagrodą za scenariusz. Nie widziałem jeszcze „Gdyby ulica Beale mogła mówić”, ale podobno Regina King zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Mahershala Ali chyba nie budzi żadnych kontrowersji, a „Green Book” i tak jest chyba jednym z najbardziej lubianych filmów w tegorocznym wyścigu, ale o tym za chwilę. Z kolei historia w „BlackKklansman” jest naprawdę świetnie, oryginalnie napisana, polecam sprawdzić film, zanim zaczniecie komentować, że to „jedynie nagrody dla murzynów.”

No i ostatecznie główna nagroda dla „Green Book”. Jak pisałem we wcześniejszym wpisie, najbezpieczniejsza nagroda, która nikogo nie wkurzy. Bo i mamy co prawda motywy rasowe, ale nie jest w tym przesadnie nachalny, film ogólnie jest niezwykle przyjemny w odbiorze i trudno go nie polubić, niesie ze sobą niezwykły ładunek ciepła. Nie jest to może film najoryginalniejszy, ale nie jest też aż tak powtarzalny jak „Bohemian Rhapsody” czy „A Star is Born”.

#oscary #oscary2019 #film #kino

Grenn Book Ale dobry film!…

Grenn Book
Ale dobry film! Myślałam, że to jakiś średniak, ale naprawdę świetnie się oglądało od samego początku do samego końca 🙂
Roma
Faworyta
Green Book
trzy filmy na fajnym poziomie. Mam nadzieję, że wygra Faworyta, ale nie obrażę się jeśli będzie to któryś z drugich wymienionych.

Nie wiem co tam robi Bohemian Rhapsody, Narodziny Gwiazdy, no niech se są, takie mięso armatnie, a reszty nie widziałam.
#oscary #film
#greenbook